środa, 19 grudnia 2012
Miłość
Miłość jest w tedy gdy wiesz ile człowiek słodzi herbatę. Absurd? Nie, właśnie tak jest, jeśli wiesz ile bliźni słodzi herbatę to właśnie znaczy, że go kochasz. Bo jeśli to wiesz, to znaczy, że masz dla niego czas, że nie traktujesz go obojętnie, że coś dla Ciebie znaczy.Czy to rodzic, rodzeństwo, przyjaciel, znajomy, czy wiesz ile słodzą herbatę? Czy poświęcasz im swój czas? Czy ich kochasz? Kochajmy ludzi, pijmy z nimi herbatę, poświęcajmy im swój czas którego nigdy nie odzyskamy. Wiem, że Bóg mnie kocha, obdarował mnie ludźmi którzy wiedzą ile słodzę ;)
niedziela, 9 grudnia 2012
Plany
Dziś zapytano mnie o plany na przyszłość. Opowiedziałam o moich planach na jutro. Lecz jak się okazało nie o tą przyszłość chodzi, lecz o tą daleką, o tą w którą spoglądam rzadko, bardzo rzadko i bardzo nie chętnie. Potem padło pytanie to czym się kieruje jeżeli nie mam planów. No cóż, nie zastanawiałam się nad tym chyba nigdy, po prostu żyje. Nie mówię, że planowanie jest złe czy coś, wręcz przeciwnie jest ok, ale nie każdy potrafi planować. Ważne są dla mnie takie wartości jak wiara, szacunek, wierność i zaufanie i nimi staram się kierować na nich budowana jest moja przyszłość ta jutrzejsza, jak i ta która nastąpi za godzinę. I mam nadzieje, że nigdy się to nie zmieni.
czwartek, 22 listopada 2012
Dojrzałość
Kochający i mądrzy rodzice opiekują się swym dzieckiem bardzo troskliwie i z miłością, ale nie trzymają go pod tak zwanym kloszem. Do pewnego czasu rodzic na każdym kroku czuwa i pomaga przy wszystkim, lecz nadchodzi czas gdy dziecko musi dorosnąć i rozmowy stają się poważniejsze i rodzić co raz bardziej wymagający. Tak samo chyba jest z Bogiem i z nami. Na początku jest pięknie, dziecko Boże na całego, radość, ciągłe odczuwanie Boga, i ta ciągła miłość. Wierzymy w Boga, bo Go odczuwamy, lecz z czasem Bóg wymaga byś my w Niego wierzyli, tak prawdziwie wierzyli, wymaga od nas dojrzałości, daje nam swobodę poznania i wyboru. Może i już nie jest tak pięknie, nie ma tejże radości i tej jakże potrzebnej obecności Ojca, bo to właśnie chyba wiara, aby mimo wszystko trwać. Rodzic z dorosłym dzieckiem może porozmawiać tak naprawdę dopiero gdy dziecko dojrzeje do tego. Bóg daje nam wolną rękę, albo dojrzejemy by żyć z Nim lub będziemy żyć bez Niego.
piątek, 16 listopada 2012
Tęsknota powoduje usychanie ale i pragnienie
Boże, Ty Boże mój, Ciebie szukam
Ciebie pragnie moja dusza
za Tobą tęskni moje ciało
jak ziemia zeschła, spragniona, bez wody. (Ps 63,1)
Jak łania pragnie wody ze strumieni
tak dusza moja pragnie Ciebie Boże
Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego
kiedyż więc przyjdę i ujrzę oblicze Boże? (Ps 42, 2 – 3)
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść z grzechu mojego (Ps 51, 4
niedziela, 4 listopada 2012
...
Po długim czasie zaprzestania umieszczania postów na blogu wracam. Dziś niby kolejna zwykła niedziela, szkoła,dom, msza. A jednak jest coś w tej zwykłej niedzieli niezwykłego. Spowiedź, tak ten sakrament zawsze wywołuje u mnie szybsze bicie serca, strach, a raczej lęk. Dziś strasznie ciężko było mi wybrać się do konfesjonału, ciężko to opisać. Może spróbuje tak,jak gdy nic nie umiemy a nauczyciel wzywa nas do odpowiedzi to te dziwne uczucie mi towarzyszyło tylko, że wiele razy mocniej. To była spowiedź bardzo potrzebna mi, mojej duszy tak bardzo spragnionej Boga. To była ciężka spowiedź, ciężka nauka lecz warta wiele. Wyszłam po niej strasznie zmęczoną a raczej jakby pobita, lecz to nie spowodowało jakiś negatywnych odczuć. Do tej pory czuje to zmęczenie, straszne zmęczenie i obolałą dusze. Ale jakże było mi, a raczej ciągle jest mi to potrzebne. Może kiedyś zrozumiem logikę Boga, a może nie. Póki co dane jest mi ślepo zaufać albo odejść może i przez to tracąc wiele. Pewnego rodzaju wytrwałości mimo wielu trudności dodaje mi Gabriel który pokazał i pokazuje mi, iż nie tylko ja borykam się z pewnymi sprawami a mimo to nie ustaje w drodze do Ojca.
wtorek, 28 sierpnia 2012
Droga do nikąd
Każdy kolejny dzień pokazuje mi coraz wyraźniej, iż nie jestem człowiekiem, lecz jego cieniem, wypalającym się cieniem. Zbłądziłam, i wrócić nie potrafię, a może wydaje mi się tylko, że istnieje droga którą warto podążać... Tyle pewności zamieniło się w niepewność, marzenia odeszły bezszelestnie, wszystko się zmieniło. Jedynie ta szalona, dzika, niezrozumiała nadzieja wciąż uparcie trwa.
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Gasnę
Kolejna lekcja, a za nią następna i następna a ja wciąż upadam i się staczam.Ta pustka pustoszy moje myśli, serce, dusze. Dotykam granicy, tak długo z nią obcuje iż strach odszedł a jedynie przyzwyczajenie zostało. Iskierka nadziei wciąż płonie, ale to co płonie jeśli nie podtrzyma swego ognia to zgaśnie. Nie znam gorszej choroby niż choroba duszy. Męczy strasznie, bezlitośnie i zabiera wszystko. Czuję, że i moja dusza gaśnie, a krzyk o pomoc niemy jakby i tak ratunku nie było. Czy jeżeli zgasnę, to kiedyś jeszcze zapłonę? I czym będzie ten ogień? Miłością od Ciebie Boże pochodzącą? Czy nienawiścią we mnie skrywaną?
piątek, 10 sierpnia 2012
Obłuda zaczyna się w nas
Mimo, iż tyle dobra dzieje się wokół mnie ja wciąż nie potrafię wyjść z tego dołka który trwa już parę miesięcy. Tak, ten stan to moja wina, popełniłam wiele błędów i muszę się rozliczyć, ponieś konsekwencje. Czaszami się zastanawiam, czemu nie jestem jaki inni, którzy po prostu sobie żyją, i rzadko kiedy rozmyślają nad życiem, ludźmi, przestrzenią czasową i tym podobnym. Tyle nie dokończonych myśli, tyle nie spełnionych prostych pragnień, tyle marzeń odłożonych na zakurzoną półkę które nie dają zasnąć i tak wcześnie budzą. Gdzieś tam w środku jestem po prostu niezwykle słabym człowieczkiem, bojącym się wszystkiego, uciekającym od problemów, nieumiejącym prosić o pomoc i nie okazującym, że tak często i tak bardzo potrzebuję zwykłego przytulenia przez drugiego człowieka. Boje się tego kim jestem, ciągle udaje odwrotność siebie, kogoś odważnego, wyluzowanego, samodzielnego... Chce się zmienić porzucić maskę ale boje się, że założę nową i to gorszą. Gdyż przeszłości, pamięći, doświadczeń nie zmienię a to one budują mnie. Tak więc obłuda zaczyna się w nas gdy sami siebie oszukujemy i innych nie pokazując prawdziwych nas.
Patrząc na statystyki wejść, widzę, że czasami ktoś tu zagląda no mojego bloga. Proszę was gdy za jakiś czas to przeczytacie byście się podzielili tym jak to jest z wami. Czy też udajecie kogoś kim nie jesteście czy też mężnie i twardo stąpacie bez maski? Z góry bardzo dziękuje.
Patrząc na statystyki wejść, widzę, że czasami ktoś tu zagląda no mojego bloga. Proszę was gdy za jakiś czas to przeczytacie byście się podzielili tym jak to jest z wami. Czy też udajecie kogoś kim nie jesteście czy też mężnie i twardo stąpacie bez maski? Z góry bardzo dziękuje.
czwartek, 9 sierpnia 2012
Dziękuje za człowieka
Dziś znów postawił na mej drodze Bóg tych wspaniałych ludzi, tych którzy tak łatwo wywołują uśmiech na twarzy. Dziękuje za nich co dzień, ale jestem wdzięczna także za tych którzy przyczyniają się do smutku, strachu, bólu i łez. Bo i to jest potrzebne i to bardzo.
Taka myśl na dziś, trochę ciężka: Choć bym nie wiem jaki by człowiek był to i tak będę go kochać, no bo przecież jest człowiekiem.
Taka myśl na dziś, trochę ciężka: Choć bym nie wiem jaki by człowiek był to i tak będę go kochać, no bo przecież jest człowiekiem.
niedziela, 5 sierpnia 2012
Bóg się nami opiekuję
Są ludzie którzy potrafią tak po prostu sprawić, że pojawia się uśmiech. Niby zwykła rozmowa o kluczach a radość tym wywołana duża. Ludzie, ludzie, ludzie cóż byś my czynili bez siebie nawzajem? Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni, aby to sobie dokuczać i pocieszać, aby być powodem łez spowodowanych śmiechem i aby ocierać te spowodowane smutkiem, aby przytulić gdy bywa źle i dać kopniaka gdy samowolnie upadamy. Dziś idąc na msze z nie małym dołkiem, nawet się nie spodziewałam, iż po mszy Bóg poprzez dwie osoby mnie tak zwyczajnie i tak bardzo pocieszy.
To w Jezusie właśnie widać najbardziej tą potrzebę Jego obecności. Nikt inny jak On mnie nie pociesza, nie rozśmiesza, nie przytula. On po prostu jest całym dobrem.
Bywa, że mnie Jezus denerwuje, ale nie ma dnia by moje myśli nie biegły ku Niemu.
Czasami mi się wydaje, że Mu na mnie nie zależy, a On po prostu nie jest nachalny. Mam głupią naturę, w pewnym sensie lubię nachalność, lubię wiedzieć, że komuś zależy. Ale Bóg mi mówi:
nie, nie, tak to to nie będzie, a czy Tobie zależy na mnie? Ja ciągle jestem i czekam na Ciebie.
No właśnie, czy mi zależy? Kiedyś na kazaniu padły takie słowa:
są rzeczy ważne, ważniejsze i najważniejsze.
Dziś na kazaniu było o szczęściu, szczęściu wiecznym którym jest Jezus.
To właśnie On jest najważniejszy, a wszystko inne jest ważne lub ważniejsze ale nie najważniejsze.
Tak więc przepis na prawdziwą radość znamy. To czy wykorzystamy go w praktyce zależy tylko od nas.
Życzę każdemu doznania tej czystej, idealnej i ogromnej miłości Bożej.
Dziękuję Ci Boże za Twą obecność, miłość, troskę kopniaki gdy samowolnie upadam i za ludzi których stawiasz na mej drodze.
To w Jezusie właśnie widać najbardziej tą potrzebę Jego obecności. Nikt inny jak On mnie nie pociesza, nie rozśmiesza, nie przytula. On po prostu jest całym dobrem.
Bywa, że mnie Jezus denerwuje, ale nie ma dnia by moje myśli nie biegły ku Niemu.
Czasami mi się wydaje, że Mu na mnie nie zależy, a On po prostu nie jest nachalny. Mam głupią naturę, w pewnym sensie lubię nachalność, lubię wiedzieć, że komuś zależy. Ale Bóg mi mówi:
nie, nie, tak to to nie będzie, a czy Tobie zależy na mnie? Ja ciągle jestem i czekam na Ciebie.
No właśnie, czy mi zależy? Kiedyś na kazaniu padły takie słowa:
są rzeczy ważne, ważniejsze i najważniejsze.
Dziś na kazaniu było o szczęściu, szczęściu wiecznym którym jest Jezus.
To właśnie On jest najważniejszy, a wszystko inne jest ważne lub ważniejsze ale nie najważniejsze.
Tak więc przepis na prawdziwą radość znamy. To czy wykorzystamy go w praktyce zależy tylko od nas.
Życzę każdemu doznania tej czystej, idealnej i ogromnej miłości Bożej.
Dziękuję Ci Boże za Twą obecność, miłość, troskę kopniaki gdy samowolnie upadam i za ludzi których stawiasz na mej drodze.
czwartek, 2 sierpnia 2012
Rezygnować z marzeń dla ich dobra....
Czasami trzeba zrezygnować z czegoś czego bardzo się pragnie, by tego nie zepsuć. Czasami lepiej by kto inny zajął się czymś co daje nam dużo radości. Dziś oddałam klucze od biblioteki, smutno mi bardzo gdyż bardzo chciałam ją prowadzić ale wiem, że się do tego nie nadaje. Czasami po prostu trzeba odrzucić swoje przywiązanie i marzenia. Mimo iż smutek i złość na samą siebie zostaje to mam nadzieje, że ta decyzja nie była zła.
czwartek, 26 lipca 2012
Iść, by iść
Znów to samo, dziś dostałam kolejny dowód, że nigdzie nie pasuje. Ani to tu ani to tam. Nie wystarcza mi tolerowanie mnie, chce akceptacji, tej prawdziwej. Nie chce ciągle udawać kogoś, kogoś wyluzowanego kogo nic nie obchodzi, kogoś kto błaznuje. Może kiedyś jednak Bóg pozwoli mi zaufać komuś, komuś przed kim będę ja, nie byle jaka maska. Może kiedyś ten mój połamany puzzel będzie pasował do jakieś układanki. A może tak musi być, tak by ciągle szukać i szukać i nie znajdywać tylko po to czy się chce czy nie aby dalej szukać.
niedziela, 22 lipca 2012
Ciągle szaro
Miało być inaczej, lecz jest jak jest. Podobna jestem to boksera który sam się kładzie na deskach. Spoglądam w lustro i widzę Judasza. Idę na przód a jednak stoję w miejscu paprając się w grzechach. Zamykam oczy i są one, błędy najgorsze moje się na zamkniętych powiekach malują. Sumienie zakochane w sprawiedliwości, nie daje mi zasnąć, ani jeść, ani odpocząć. Wiem, moja wina, sama poszłam po te 30 srebrników, nie, nie tak wprost. Trochę to było nie świadome, lecz mimo wszystko wielokrotnie Boga zdradziłam. Tyle lekcji... a ja wciąż siedzę w ostatniej ławce i śpię, bez notatek, bez książek, bez wiedzy. Czy coś się w końcu zmieni? Czy ktoś w końcu zrzuci mnie w przepaść bym od dna się odbiła? Czy może zwyczajnie wstanę gdy podasz mi dłoń? A co z nim? Leży na pekinie, drugie wejście od prawej, za dwoma sercami w lewo, na końcu dróżki po prawej. Czemu? Czy odpowiedź dostane? Czemu nie ja? Czemu on? Coś uparcie gaśnie, dym pozostaje.
poniedziałek, 9 lipca 2012
Tyś Życiem prawdziwym
Ty jesteś życiem, tylko w Tobie oddech jest czymś więcej niż napełnieniem płuc tlenem. Tylko Ty dajesz wodę żywą. Jezu ja bez Ciebie umieram, topie się, znikam. Czuję się jak mgła przenikająca przez czas, która czuje lecz swych emocji i uczuć nie ukazuje. Coś we mnie mnie zabija. Bo tam gdzie nie ma dobra tam jest zło. Więc jeżeli nie ma Cię Panie we mnie, to cóż jest? To oczywiste, że jak nie ma we mnie dobra to jest zło. Boże, gdy byś wiedział, ale Ty przecież wiesz, Ty wiesz jak ja pragnę Życia którym jesteś. Proszę ratuj mnie, nie pozwól mi ciągle tak umierać...
niedziela, 8 lipca 2012
Ja - Judasz
Boże, czemu, czemu my którzy tak pragniemy być blisko Ciebie, to my właśnie najgłębiej i najmocniej wbijamy Ci gwoździe?
Znam prawo, znam Pismo Święte, znam Twoje miłosierdzie, jednak jestem gorszym człowiekiem niż złodziej, gwałciciel, morderca...
Znam prawo, znam Pismo Święte, znam Twoje miłosierdzie, jednak jestem gorszym człowiekiem niż złodziej, gwałciciel, morderca...
sobota, 7 lipca 2012
Upadek boli...
Boli, upadek boli. W szczególności ten duchowy. Jest gdzieś nadzieja, że to minie, że uda mi się w Bogu wstać, że naprawimy moje błędy. Ale co jeżeli się nie uda? Co jeżeli w upadku dane jest mi trwać bez prawa by wstać? Myśli różne, lekcja bardzo trudna, strasznie trudna. Tak, owszem miałam już lekcje trudniejszą ponad 2,5 roku temu, nienawidzę tamtej lekcji szczerze. Lecz i ta jest bardzo nie przyjemna. Wiem, że rzadko ktoś bywa na tym blogu, ale jeżeli Ty to czytasz, proszę Cię o modlitwę za mnie.
Dziękuję
Dziękuję
sobota, 30 czerwca 2012
Długa lekcja...
Lekcja która trwa już od dłuższego czasu?
To co małe jest wielkie, to co słabe jest silne, to co głupie jest mądre.
To co od świata pochodzi wartości prawdziwej nie ma.
To co od Boga pochodzi to warte jest największej miłości.
To co od świata pochodzi wartości prawdziwej nie ma.
To co od Boga pochodzi to warte jest największej miłości.
piątek, 8 czerwca 2012
Pragnienie a tor życia
Dziś nauczyłam się, iż trza się godzić z tym co życie przynosi mimo, iż bardzo pragniemy czegoś innego. Od 2008 roku udawało mi się pomagać AK przy przygotowaniach do festynu na dzień dziecka, bardzo to lubię, sam festyn daje dużo radości, eh ten uśmiech tych dzieci bawiących się tak beztrosko, coś pięknego. Nawet gdy musiałam wybierać między Lednicą a festynem, wybierałam to do czego mnie bardzo ciągnie - festyn. Co jest fajnego w przygotowaniach do tej zabawy? To, że mogę przebywać z tymi ludźmi których tak podziwiam, są wspaniali. Tak, owszem, mają wady ale to jak wykorzystują swoje zalety, to jest godne podziwu. I to jak chętnie poświęcają swój czas i siłę, nie oczekują nic w zamian. Osobiście są moimi bohaterami, ciężko w tym szalonym święcie o takich ludzi, ludzi żyjących nie tylko dla siebie ale i dla innych. Mam taką cichą nadzieję iż mi się też kiedyś uda tak jak im żyć dla innych.Ale wracają do dzisiejszej lekcji, jutro jest festyn, dziś były do niego przygotowania, tak bardzo mi zależało by tam być z nimi i brać udział w tym pięknym dziele. Co roku mi się to udawało ale nie dziś, dziś nie zdążyłam mimo ogromnych chęci. Lecz to tylko moje nie ugaszone pragnienie, najważniejsze iż wszystko jest zrobione. Jakiś niedosyt jest, ale i radość także ma swój byt, Radość z tego, iż to co robią idzie jak najbardziej ku dobremu i się im to udaje, i jest ich tylu, iż zawsze sobie poradzą.
Nawet w tych na pozór błahych sprawach niech Twoja Ojcze wola będzie, nie moja.
Dziękuję Ci Boże za Twą łaskę, dziękuję iż dałeś mi poznać tych wspaniałych ludzi tworzących wspólnotę AK.
Proszę Cię Panie pomnażaj wiarę, nadzieję, miłość każdego z nas bo to dzięki tym cnotą potrafimy służyć innym tak jak nam pokazujesz.
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Jakimś kimś człowieczkiem
Kim jestem?
Kimś kto chce dokonać czegoś wielkiego lecz po cichu tak by nikt nie wiedział.
Kimś kto udaje, że zdanie innych nic nie obchodzi.
Kimś kto poprzez pomaganie innym ucieka od swoich problemów.
Kimś kto nie potrafi przyjmować komplementów.
Kimś kto boi się zmian, mimo, że wie iż są one potrzebne.
Kimś kto ukrywa swoje uczucia.
Kimś kto często rezygnuje z marzeń.
Kimś kto ciągle błądzi myślami.
Kimś kto szuka ciągle swojego miejsca.
Kimś bardzo wrażliwym.
Kimś słabym i szukającym akceptacji.
Kimś nie umiejącym prosić o pomoc.
Kimś bojącym się patrzeć w przyszłość.
Kimś marzącym o silnej wierze.
Kimś szukającym zrozumienia.
Kimś ze słabą wolą.
Kimś kto czasami odkłada swoje dobro dla dobra innych.
Kimś ukrywającym się za żartami.
Kimś niepotrafiącym być sobą.
Czy mnie znasz, czy znasz moją maskę ?
Kimś kto chce dokonać czegoś wielkiego lecz po cichu tak by nikt nie wiedział.
Kimś kto udaje, że zdanie innych nic nie obchodzi.
Kimś kto poprzez pomaganie innym ucieka od swoich problemów.
Kimś kto nie potrafi przyjmować komplementów.
Kimś kto boi się zmian, mimo, że wie iż są one potrzebne.
Kimś kto ukrywa swoje uczucia.
Kimś kto często rezygnuje z marzeń.
Kimś kto ciągle błądzi myślami.Kimś kto szuka ciągle swojego miejsca.
Kimś bardzo wrażliwym.
Kimś słabym i szukającym akceptacji.
Kimś nie umiejącym prosić o pomoc.
Kimś bojącym się patrzeć w przyszłość.
Kimś marzącym o silnej wierze.
Kimś szukającym zrozumienia.
Kimś ze słabą wolą.
Kimś kto czasami odkłada swoje dobro dla dobra innych.
Kimś ukrywającym się za żartami.
Kimś niepotrafiącym być sobą.
Czy mnie znasz, czy znasz moją maskę ?
niedziela, 20 maja 2012
"Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego". Mk 10,15

Kim tak na prawdę jesteśmy? Czy nie zostawiliśmy siebie gdzieś w przeszłości, w piaskownicy? Co jest niezwykłego w dzieciach? To, że nie udają, są sobą, mówią wprost co chcą i co im przeszkadza, chodź tak mało rozumieją to właśnie one kochaj szczerze, czystą i niewinną miłością. Czy te cechy z kimś się wam kojarzą? Czy to nie są cechy Boga? To On stworzył nas na swoje podobieństwo.To On nas tak pokochał i obdarzył swą obecnością. Czemu coraz cześciej nie potrafimy się odnaleźć? Tak bardzo pchamy się do dorosłości, że sami zabijamy te dziecko które jest w nas. Jesteśmy jak gdy by coś na wzór Ewy i Adama. Kusi nas zło a my z ciekawości za nim podążamy, zanika nasza niewinność, a ta czysta miłość ustępuję swego miejsca chciwości, pożądaniu, zazdrości, skąpstwu. Tylko Bóg może nas uzdrowić z tej zarazy, tylko On może wskrzesić w nas te dziecko które tak bezczelnie zostawiliśmy bez zastanowienia. Nie chodzi o to by ciągle się bawić zabawkami, nie ponosić żadnych konsekwencji czy też beztrosko bez żadnych obowiązków sobie żyć. Nie, nie, chodzi o to by nie tracić tych wspaniałych cech dane nam na podobieństwo Najwyższego. Ale jeśli tak jak ja straciłeś je i podobnie jak ja upodobniłeś się do świata, nie martw się. Wróć do Ojca, z nadzieją,ufnością i wytrwałością. Pragnij by te uśpione dziecko na nowo oddychało Twymi płucami.
Ojcze przepraszam, że tak często uciekam od Ciebie, odwracam się plecami i gonie za światem. Przepraszam za bunt, żal, brak ufności i wytrwałości. Przepraszam za to, iż patrze a nie widzę, słucham a nie słyszę,
Ojcze proszę oczyść moje serce, myśli, sumienie. Proszę zabierz tego starego zgorzkniałego człowieka którym się sama uczyniłam. Proszę Cię obudź we mnie na nowo te dziecko, te cechy, tą miłość. Proszę wybacz mi.
niedziela, 6 maja 2012
Różaniec, za każdym razem uczy więcej
Kolejna niedziela, dzień wolny od pracy, rano kierunek Dąbrowa. Międzyczasie zmiana planów popołudniowych. Kilka minutek po dwunastej, wychodzę do kościoła, spotykam diakona, odbieram klucze do biblioteki i ( i teraz dla wielu może coś błahego dla mnie jak się okazało coś ważnego) dostaje coś na pamiątkę, coś co towarzyszyło diakonowi w seminarium, jest to różaniec. Za każdym razem gdy odmawiam tajemnice różańca (niestety następuje to rzadko) odkrywam coś nowego. Dziś po mszy na adoracji, gdy wyjęłam ten różaniec i zaczęłam odmawiać, moje myśli ucichły a serce się uspokoiło. Co tym razem odkryłam? A więc to jak bardzo ważna jest wierność i ufność Jezusowi. To jest trudne ale do wykonania. On daje ku temu siłę płynącą z Jego miłości.
Zapraszam także na stronkę http://ddak.wordpress.com/ gdzie jest prowadzona akcja pod tytułem "Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów", zapraszam gorącą do objęcia modlitwą kapłanów i diakonów.
Zapraszam także na stronkę http://ddak.wordpress.com/ gdzie jest prowadzona akcja pod tytułem "Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów", zapraszam gorącą do objęcia modlitwą kapłanów i diakonów.
wtorek, 1 maja 2012
Może...
Czym jest podążanie w nieznane? Czym jest człowiek z wieloma maskami? Czym są relacje podobne do przyjaźni lecz na niej nie oparte? Czym jest czas który nie goi ran lecz do nich przyzwyczaja? Chciała bym nie znać odpowiedzi lecz niestety znam... Lecz może to doświadczenie, ta wiedza, może pomoże w czymś w przyszłości, może przyniesie coś dobrego.. może.
sobota, 28 kwietnia 2012
Bóg się uśmiecha ;)
Mimo iż ostatnio nie dzieje się najlepiej, trochę ciągle upadam i tak mnie to w środku dusi to Bóg pokazuję mi swoje poczucie humoru. Pokazuje mi jak jestem niezwykłym człowiekiem. Bo czyż nie jest się niezwykłym człowiekiem gdy jest się przeciwieństwem May Gyvera który z niczego robi wszystko, a ja ze wszystkiego robię nic. Przeciwieństwem batmana, supermena i innych super bohaterów, którzy ratowali ludzi z opałów, a ja ludzi pakuje w problemy. Jestem przeciwieństwem złotej rączki, co dotknę to zepsuję. I jeszcze wiele innych przykładów mogę podać moich przeciwieństw, ale Bóg i tak mnie nie zostawia, czeka na mnie i mnie umacnia w drodze ku Niemu, uczy pokory a także daje powód by się uśmiechać ;)
wtorek, 24 kwietnia 2012
Czas mija, układanka ta sama...
Od paru dni (tygodni), co raz bardziej doświadczam iż ciągle jestem nie pasującym puzzlem. Wiem, że są ludzie którzy twierdzą inaczej, ale oni tylko twierdzą a nie czują tego co ja. Może jestem pomyłką, a może jestem po to by ciągle szukać miejsca którego nie mam? Nie wiem, ciągle szukam. Nie chce być tylko akceptowana, chce czegoś więcej, chce się czuć dobrze, swobodnie, a nie odstawać tak jak ten puzzel który nie pasuję. Może kiedyś dogonię siebie, i znajdę te miejsce odpowiednie, może...
niedziela, 22 kwietnia 2012
Ciężkość pokory
Ostatnio zależy mi na czymś bardzo, ale jak się okazuję prawdopodobnie to stracę. Chodź gdzieś jest mała nadzieja... Lecz jest bunt, niechęć zrozumienia, brak pokory. Ciężko jest zostawić coś co tak bardzo mnie pochłonęło. Ciężko jest powiedzieć Niech Twoja nie moja wola się stanie. Znamy te słowa, tak, powiedział je Jezus. Moja sytuacja w porównaniu do sytuacji Jego jest wręcz błaha. A jednak tak dla mnie ważna. Czemu? Może dla tego, że nie potrafię sobie ułożyć spraw ważnych i ważniejszych. Pokora jest ciężka w szczególności gdy podążamy bez opamiętania za swoimi zachciankami. A tu wystarczy ufność, ufność Bogu.
środa, 18 kwietnia 2012
Nie olewaj tych dla których coś znaczysz
Ostatnio mało i rzadko piszę, z powodu braku czasu, zmęczenia, zbłądzenia. Ale to nie znaczy iż codziennie nie dostaje lekcji. Co mi pokazał dzisiejszy dzień? Iż nie warto próbować nieustannie dążyć do relacji prawdziwie przyjacielskiej jeśli druga osoba to olewa. A także ten dzień nauczył mnie tego, iż są ludzie których na prawdę obchodzisz, dla których coś znaczysz, nie zapominaj o tym, nie olewaj ich.
wtorek, 17 kwietnia 2012
Droga usłana różami
Droga każdego człowieka jest usłana różami. Nie zapominajmy iż róże mają kolce a każdy z nas ma inne buty, kozaki, japonki, adidasy, kalosze, sandały, z grubą podeszwą, dziurawe lub ich brak. Miałam nawet dobre buty, lecz sama je zepsułam, teraz kolce róż po których stąpam moim życiem, wbijają się głęboko lecz dzięki Niemu potrafię iść dalej i zauważyć piękno tychże róż. Są naprawdę piękne, a co do cierpienia, przeczytałam kiedyś dobre zdanie: "Cierpienie to świątynia w której Bóg chce być z człowiekiem sam na sam."
niedziela, 15 kwietnia 2012
Dobry dzień
To był dobry dzień, mimo iż szybko zleciał, jest jakiś nie dosyt i coraz bardziej przekonuje się do myśli, że straciłam kogoś mi potrzebnego, mimo to moje serce krzyczy: "Jezu ufam Tobie". Krzyczy mimo iż cierpi, mimo iż tak zranione, tak poszarpane, tak zaciśnięte w objęciach bólu, potrafi tak mocno kochać. Ta miłość tego słabego serca by nie istniała gdy by pierw Bóg nie kochał.
środa, 11 kwietnia 2012
Ludzie zawodzą ale nie Bóg
Czasami jest tak iż ufamy komuś bardzo, mamy tą osobę nawet za autorytet, nauczyciela i w ogóle. Lecz przychodzi czas, że zostajemy zranieni przez tą osobę i nie jest to jakaś świadoma lekcja dla nas od tej osoby, lecz tego człowieka po prostu błąd. Czy mam przez to zaraz o tej osobie nagle źle myśleć, przekreślić? Nie, lecz po prosty wyciągnąć lekcje. To Bóg jest doskonały i to On powinien być dla nas największym autorytetem, nauczycielem i to Jemu możemy bez obaw ufać bez granic. Nie zapominajmy kto jest najważniejszy.
niedziela, 8 kwietnia 2012
Jezus ciągle o Ciebie walczy
Triduum Paschalne dobrze przeżyte jest kluczem do tego by radować się cudownością dzisiejszego dnia. Przypomnij sobie najpiękniejsze zdanie które usłyszałaś/eś, które Cię bardzo dotknęło, nie dało o sobie zapomnieć. Ja parę miesięcy temu usłyszałam takie właśnie zdanie, niby zwykłe a jednak ważne jak tlen. Padło ono za kratami, w konfesjonale a brzmi: "Jezus ciągle o Ciebie walczy". Od razu owe zdanie mnie w szczególny sposób dotknęło, zdarzało się iż nie pozwalało mi o sobie zapomnieć na dłuższy czas mimo, iż go długo nie rozumiałam i dalej nie do końca pojmuję, to już wiem, że On, Jezus Chrystus który przybity do krzyża, gdy tak bardzo cierpiał, to nawet w tedy mimo ogromnego, niewyobrażalnego bólu, walczył o mnie. O mnie, a kim, że ja jestem? Niczym, ale nie dla Niego. Tak samo i Ty jak i ja jesteś kimś o kogo Bóg nieustannie walczy. Ostatni czas był ciężki lecz Bóg nigdy nawet na moment mnie nie zostawił mimo, iż ja byłam obojętna na Jego obecność. Przynosił mi ukojenie w ważnych dla mnie osobach, Oldze, Ewie, spowiedniku i w innych czy to znajomych czy też przypadkiem spotkanych ludziach. Jest przy mnie z trudnych i błahych sprawach, a gdzie ja byłam gdy skazywano Go na śmierć, biczowano i ukrzyżowano? Wydaje mi się iż jak Piłat jestem, on nie widział winy w Jezusie, lecz wydał Go na śmierć pod naciskiem ludu i obmył ręce. Może kiedyś będę mogła odnaleźć siebie w Weronice lub chociaż Szymonie. Teraz jest mi dane patrzeć z radością na pusty grób, co on ze sobą niesie? Życie, niesie on ze sobą Życie którym jest Jezus Chrystus. Nie znam większej miłości niż ta która pochodzi od Boga. Moja miłość jest niedoskonała, połamana, słaba ale ciągle trwa, i to właśnie dzięki tej walce którą Jezus w którym pokładam mą ufność i składam serce, ciągle o mnie walczy.Życzę dobrych świąt, z ogniem prawdziwej miłość, i szczerego dążenia do spełnienia woli Bożej i oddania się jej w pełni a także świadomości iż Chrystus ciągle o nas walczy. Alleluja !!! ;)
środa, 21 marca 2012
Nie pasuję
Trudny dzień, mimo dobrego spędzenia czasu z Żanetą i Olgą, spotkania paru znajomych i co środowego spaceru z Ewą. Lecz lekcja ciężka, jednak dalej nigdzie nie pasuję, ani tu ani tam. Dobrze, bardzo dobrze było by znaleźć swoje miejsce ale pytanie czy w ogóle takie miejsce dla mnie gdzieś istnieje? Czasami szukanie swego miejsca jest męczące, próba przystosowania się i wytrwałość w nadziei: "a może tu jest moje miejsce" po ludzku wykańcza. Czy to źle, że chce gdzieś pasować? A czy może krzywy puzzel nie ma prawa żyć we wspólnocie w której by pasował? Może kiedyś odnajdę odpowiedź. Ufam Bogu, tylko On wie co dla mnie dobre, niech Jego wola będzie.
wtorek, 20 marca 2012
Inny a jednak nie obcy
To jak podchodzimy do ludzi zależy tylko od tego jakie relacje między nami są, inne będzie nasze podejście do osoby na przykład pijanej, czołgającej się po chodniku, osoby której nie znamy. A inne podejście do osoby w tej samej sytuacji ale z różnicą taką, że tą osobę znamy, lubimy.Gdzie leży różnica? Może w tym iż nie znamy/znamy. Łatwo nam przychodzi oceniać ludzi, wydawać wyroki, a nawet je sprawować. Ale czy my jesteśmy bez skazy? Wiecie co mnie zachwyca w ludziach? To, że są jeszcze ludzie których pycha nie zjadła, a otwartość na kogoś nie znanego nie została zamknięta. Wiele razy zdarzyło się, że ktoś zupełnie obcy tak po prostu, zaczepił mnie, nie bo chciał pieniądze czy coś innego, ale by zwyczajnie porozmawiać. Bywały to różne rozmowy, wesołe, smutne, życiowe, pouczające, nie jednokrotnie monologi, mające swój byt po to by zostać przez kogoś wysłuchanym. Czy na pewno Ci ludzie są mi zupełni obcy? Ponoć człowiekowi nic co ludzkie nie jest obce, jak więc ktoś z "tej samej gliny" może być obcy?
poniedziałek, 19 marca 2012
Widzieć wiarę
Widzieliście kiedyś wiarę? Nigdy nawet nie pomyślałam, że można ją ujrzeć. Czymże ona jest? Jest cnotą, łaską, poznaniem. Czy można to widzieć? Tak, nie jest to łatwe w wytłumaczeniu ale można to widzieć. Wczoraj podczas wieczorowej pory ją ujrzałam. Gdzie? W drugim człowieku. Jest wielu ludzi którym zazdroszczę tej jakże silnej wiary, ale nigdy wcześniej jej nie widziałam, tylko wiedziałam, że oni ją mają. W ogóle nigdy nie pomyślałam, że można ją zobaczyć aż gdy ona tak po prostu, delikatnie i z wyczuciem się ukazała. To było coś niesamowitego, nie zbyt wiedziałam co się dzieję, na zewnątrz mnie było wszystko ok, ale to co działo się w środku, piorun za piorunem, bo jakże można opisać coś co po raz pierwszy doświadczamy, nigdy ale to nigdy nikt mi nie powiedział, że widział wiarę a nagle ona jest, ja ją widzę. To nie było tak, że znamy człowieka i wiemy, że ma mocną wiarę i my ją widzimy, nie, nie. Takie widzenie to nie widzenia, do odczucie. Widzieć tak na prawdę widzieć to coś pięknego. Tego człowieka dzięki któremu widziałam wiarę znam już jakiś czas, należy on także do ludzi którym zazdroszczę wiary, ale nigdy jej nie widziałam, tak prawdziwie nie widziałam aż do wczoraj. Może ten cały tekst się nie klei, nie jest łatwy do przeczytania i może się go nie przyjemnie czyta, lecz nie potrafię inaczej wyrazić tego co czuję. Coś się zmieniło, coś pękło, coś się umocniło. A pewnie słyszeliście często jak ktoś mówił o Duchu świętym. Ale jest różnica gdy się o Nim mówi bo mówi, a gdy mówi się o Nim z prawdziwą wiarą. Gdybyście słyszeli to i tak jak ja wczoraj, jest wielka szansa, że zrozumielibyście te literki które tu teraz sklejam w słowa na potrzebę tekstu. Skoro to jest tak niezwykłe to czemu wczoraj tego nie dałam na bloga? Nie, nie z powodu późnej pory, czy potrzeby snu, czy z innych tym podobnych powodów. Ale dla tego, że mam taką własną zasadę, że za nim coś podam komuś dalej, muszę uciszyć emocje, na spokojnie przemyśleć zaistniałą sytuacje i w ogóle. Szczerze to emocje ze mnie długo uchodzą i jeszcze nie uszły, ale wykorzystałam noc, poranek, przedpołudnie, południe i popołudnie na przemyślenia i wiem, wiem to bardzo dobrze, nic tak bardzo nie było mi potrzebne jak właśnie ujrzenie wiary mimo iż nawet nie odważyłam się prosić o to Boga, nawet nie odważyłam się o tym pomyśleć. Bóg, jedynie On wie najlepiej co jest dla nas najlepsze i najpotrzebniejsze w danym momencie. Moja radość mimo wielu trudności ciągle rośnie dzięki łasce Boga. To piękne, że ktoś tak wielki, obdarza tak ogromną miłością tak małego człowieczka jak ja.
niedziela, 18 marca 2012
Konsekwencje
Można gonić za marzeniami, ścigać upragnioną wolność, nieustannie ugaszać pragnienia ale co z tego nam przyjdzie? Czy na pewno gonitwa jest dla nas najlepsza? Zauważyłam to nie jednokrotnie na sobie, iż gdy się śpieszę, gonie za czymś, to często zapominam o tym co ważne. Czasami gdy się rozpędzimy, ciężko jest nam zauważyć jak bardzo zaniedbaliśmy te największe wartości. Nie chcemy się zatrzymać, naprawić, ponieś konsekwencje a one tak czy siak nastąpią. Czasami nachodzi mnie chęć mienia możliwości cofnięcia czasu lecz potem zmieniam zdanie, bo co jeżeli tylko pogorszę coś jeszcze bardziej, może i wiem co źle zrobiłam ale czy zawsze wiem co powinno być dobre? No raczej nie. Lepiej zamiast rozmyślać nad cofaniem czasu to zabrać się za budowanie lepszej przyszłości. I co oczywiste ale także trudne, trzeba ponieś konsekwencje. To one uczą nas pokory, wzbogacają doświadczenie i nakłaniają ku mądrości. Bo gdy nie będziemy ich ponosić, uczyć się na błędach to nasze życie będzie jak czarne domino, gdzie ciągle jeden problem pociąga za sobą drugi.
piątek, 16 marca 2012
Kochać
Dzisiejsza lekcja? Prosta, banalna. Kochaj, po prostu kochaj tych i to co Ci bliskie, nie bój się tego robić. Bóg jest miłością, bez miłości nie ma nic. Żyjemy w dziwnych czasach, w czasach gdzie coś nienormalnego uchodzi na normalność, a normalność za nienormalność. Teraz powiedzenie komuś, że się kogoś kocha jest pojmowane jednoznacznie. W tym chorym świecie te słowa możesz powiedzieć do rodziców, dziadków, dzieci, wnucząt lub do partnera z którym tworzysz związek. A co z ludźmi mi bliskimi nie należącymi do rodziny ani których nie kocham w ten sposób by tworzyć z nimi związek? Lubię Cię? Lubie to ja pomarańcze. Lubię Cię bardzo? Lubię bardzo to banany. Czy nie jest jasno powiedziane, że mamy się miłować? A czym jest miłowanie czy nie darzeniem kogoś miłością?
środa, 14 marca 2012
Któż to ja?
Dziś kolejny raz był ten czas zamyślenia się nad własną osobą, nad tym kim jestem. Szczerze powiedziawszy bardzo nie lubię tego pytania, niby proste a jednak niewygodne. Można by po prostu powiedzieć iż jestem dzieckiem Bożym, ale czy ta odpowiedź, te proste rozumowanie nam wystarcza? Idźmy więc dalej, tymże rozumowaniem. Jeśli jestem dzieckiem Bożym, tak więc powinnam podążać za Jezusem "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje" (Mt 16,24). Mamy się zaprzeć samych siebie, czyli kogo mamy się zaprzeć? Tu się zamyka kółeczko, nie tędy droga. Chciałabym w pełni nieść swój krzyż, ale jest to nie możliwe tylko przeze mnie. Nie znam siebie, nie znam własnych słabości, a to przecież z nich wyrasta siła aby je nieś. Może to ten strach w zajrzenie w głąb siebie i ujrzenia tego co we mnie siedzi, to tak mnie przeraża iż wole to zostawić, założyć maskę i grać słabą rolę nikogo, bo kimże może być ktoś kogo nie ma? Łatwiej jest grać kogoś innego i ze strony własnej gdyż nawet może człowiek samego siebie oszukać i tkwić w wyobrażeniu, że jest ok, jak i ze strony innych ludzi, gdyż oni także oszukani myślą, że wszystko gra. Jedyną dobrą stroną jest to iż nikt nie zadaje pytań tylko po to by zaspokoić ciekawość ani nikt się nie martwi. Ale jest ktoś kogo nie oszukasz. Bóg zna nas najlepiej, bardziej się nie da. Co dziwne kocha nas z naszymi słabościami. Jeżeli On mnie kocha mimo tego co we mnie złego siedzi, to czemu ciągle gram? Czy ze względu na ludzi? Może trochę tak, ale raczej powód jest tam gdzie jest problem, we mnie. Moja ufność jest ogromnie mała, strach przed zajrzeniem w siebie wielgaśny. Może kiedyś uda mi się tego dokonać, może uda mi się przezwyciężyć lęk, wziąć poszarpane serce i z ufnością oddać lekarzowi, gdyż Chrystus wie najlepiej gdzie boli i jak wyleczyć. Chyba nie ma innej drogi do poznania siebie jak nie przez pomoc Boga.
Chce jeszcze poruszyć kwestie wiary, zaczynając od nawrócenia się. Co oznacza to owe nawrócenie się, nie, nie oznacza ono nagłą świętość i życie całkowicie bez grzechu. Oznacza ono zmianę myślenia, przyjęcie jakiegoś systemu wartości, zasad i dopiero owa zmiana myślenia ma nas prowadzić do świętości. Czasami upadek człowieka, niepowodzenie, czy też cierpienie powoduje iż człowiek stwierdza iż stracił wiarę. Ja też tak miałam. A tak serrio to po prostu gniewałam się na Boga, miałam żal, wolałam wmówić sobie iż nie wierze bo tak było by łatwiej. Mimo wielu prób, mimo wielu cierpień moja wiara ciągle się umacnia dzięki łasce Bożej. Mimo, że ją mam to i tak ciągle jej szukam. Ją trzeba ciągle na nowo okrywać. Może w różnych przypadkach było by mi łatwiej gdy bym umiała przyjąć dar od Boga. Lecz ja czy o jakiś dar proszę czy nie, tak czy siak dostaje go od kochającego Ojca. Ale cóż mi z tego jak go przyjąć nie potrafię? Pojawia się pytane, czemu nie potrafię? Bo? Bo co? No właśnie, znów próbuję sama, bez niczyjej pomocy, a gdzie pokora? Jak widzimy ciągle Bóg czuwa i nas uczy. Jesteśmy za słabi by działać w pojedynkę, ale wystarczy poprosić Boga a już nie będziemy sami, będzie nas czworo.
Przepraszam za błędy jakie kto odnajdzie. Czasami walka ze snem ma swoje ofiary ;)
Chce jeszcze poruszyć kwestie wiary, zaczynając od nawrócenia się. Co oznacza to owe nawrócenie się, nie, nie oznacza ono nagłą świętość i życie całkowicie bez grzechu. Oznacza ono zmianę myślenia, przyjęcie jakiegoś systemu wartości, zasad i dopiero owa zmiana myślenia ma nas prowadzić do świętości. Czasami upadek człowieka, niepowodzenie, czy też cierpienie powoduje iż człowiek stwierdza iż stracił wiarę. Ja też tak miałam. A tak serrio to po prostu gniewałam się na Boga, miałam żal, wolałam wmówić sobie iż nie wierze bo tak było by łatwiej. Mimo wielu prób, mimo wielu cierpień moja wiara ciągle się umacnia dzięki łasce Bożej. Mimo, że ją mam to i tak ciągle jej szukam. Ją trzeba ciągle na nowo okrywać. Może w różnych przypadkach było by mi łatwiej gdy bym umiała przyjąć dar od Boga. Lecz ja czy o jakiś dar proszę czy nie, tak czy siak dostaje go od kochającego Ojca. Ale cóż mi z tego jak go przyjąć nie potrafię? Pojawia się pytane, czemu nie potrafię? Bo? Bo co? No właśnie, znów próbuję sama, bez niczyjej pomocy, a gdzie pokora? Jak widzimy ciągle Bóg czuwa i nas uczy. Jesteśmy za słabi by działać w pojedynkę, ale wystarczy poprosić Boga a już nie będziemy sami, będzie nas czworo.
Przepraszam za błędy jakie kto odnajdzie. Czasami walka ze snem ma swoje ofiary ;)
środa, 7 marca 2012
Raz dokładnie a smug poprawiać nie będziesz
Dziś gdy tak wiosna bardziej mnie utwierdziła w tym, że nadchodzi tak na serrio, padł pomysł by umyć okna. A jak wiadomo od pomysłu do realizacji mały kroczek.Tak więc gdy tak myłam i myłam, stwierdziłam iż po prostu zwyczajnie to zrobię bez specjalnego wysiłku, bez używania "bez smugowych technik". Lecz jednak jak się okazało, smugi były, i to ogromne, dość, że musiałam dwa razy wykonywać tą samą prace to jeszcze więcej czasu straciłam niż gdy bym zrobiła to "techniką bez smugową". Popełniam ten błąd często, idę na łatwiznę, często tym samym zawalając jakieś sprawy, czasami dzięki Bogu, mogę wrócić do tych spraw i załatwić je tak jak się powinno. Lecz co z tymi sprawami które spaprałam i nie dane mi było ich naprawić? Zostaje smuga ciągnąca się za mną przypominająca mi iż nie warto iść po najniższej linii oporu. Warto pamiętać iż warto zawsze włożyć w to co się robi więcej czasu i siły niż poprawiać, naprawiać czy też żyć ze smugą.
poniedziałek, 5 marca 2012
Wolność a Prawdziwa Wolność
Mimo iż dzień zaczął się przed piątą rano i od początku był zabiegany, to znalazło się wieczorem jakieś 8 miłych minutek w bardzo dobrym towarzystwie. To właśnie to bardzo dobre towarzystwo przypomniało mi czym jest tak na prawdę Prawdziwa Wolność. Gdy sobie zażartowałam, iż w niedziele o ósmej będę mówić kazanie i zapytałam na jaki temat chcą by było, w tym samym czasie odpowiedzieli jeden mówiąc, że o Bogu a drugi, że o wolności. Zaraz, zaraz przecież to jedno i to samo ale inaczej nazwane. No właśnie, czym jest wolność? Szczerze powiedziawszy myśląc o wolności pierwsze skojarzenie pada na orła, gdyż on jest taki bez ograniczeń, niebo należy do niego. A z orłem kojarzy mi się fragment ze Starego Testamentu:"lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą." Tak właśnie teraz rozumiem wolność, poprzez brak zmęczenia, braku odczucia znużenia i z otrzymanymi skrzydłami. Często błędnie bardzo po ludzku myślimy, nasuwa się pytanie jak to można nie zmęczyć ciała? No właśnie, ciała!!! Czy to ono jest w nas najważniejsze? Nie, nie, nie to dusza jest najważniejsza i to ona dzięki ufności Panu żyje w Wolności którą jest Bóg. Przykład chociażby św. Pawła. To on w liście do Efezjan piszę:" ja, Paweł, więzień Chrystusa Jezusa.", on się chlubi, iż jest dobrowolnym więźniem słodkiej Miłości w której jest wolność. On mimo wielu ogromnych trudności, jest jak orzeł, latał wysoko ponad przeciwnościami, biegł bez zmęczenia nauczając i nawracając, bez znużenia szedł w nieznane. Kiedyś słyszałam historię o zakonnicy która pomagała w szpitalu, pielęgniarki proponowały jej różne rzeczy, lecz ona odmawiała, a one zawsze w tedy mówiły: "czemu wybrałaś tą drogę? Spójrz ile drzwi przed Tobą jest zamkniętych, tracisz wolność." Lecz pewnego dnia zdarzyło się, że do tego szpitala trafił człowiek o łatwo zakaźnej chorobie, i wszystkie pielęgniarki bały się udzielić mu pomocy , bały się zarażenia. Tylko ta właśnie zakonnica bez zastanowienia podeszła do ów chorego, po czym powiedziała do pielęgniarek: "Ja nie straciłam wolności, a w niej właśnie żyje. Spójrzcie jakie drzwi same sobie zamykacie." Piękna opowieść. Wolność to nie jest to gdy robimy to na co mamy ochotę i mamy wiele drogich rzeczy. Wolność jest w tedy gdy dążymy do tego by nasza wola była taka jak wola Boga. Gdy pokładamy ufność w Panu, w tedy nie mają znaczenia doświadczone cierpienia, obelgi, smutek i tym podobne gdyż w Bogu jest radość, siła, piękno a przede wszystkim wolność. Nie potrafię tego wyrazić, ale to jest to czego człowiek pragnie. Bo ta wolność typowo ludzka jest ograniczana, czy to prawem, czy to przestrzenią czy też możliwościami ludzkimi. A w Bogu? Nie ma ograniczeń dla tego kto ufa. Bo patrząc z boku, można by rzec iż ograniczają przykazania czy też jeszcze coś, ale dla osoby wierzącej to nie są ograniczenia lecz pomoc w dążeniu do pełni radości. Skąd się bierze dążenie do tejże wolności? Spójrzmy może na apostołów, gdy by byli spełnieni, gdy by uważali się za wolnych, np. św. Piotr który był rybakiem, znał wody bardzo dobrze, mógł w tym widzieć wolność jednak poszedł za Chrystusem, gdyż nie był spełniony, czuł, że czegoś mu brakuję, tak jak często wielu ludziom czegoś brakuję, czują dziwną pustkę. A to po prostu tęsknota duszy za Panem, za wolnością. Warto się zastanowić czy żyjemy w wolności duszy, czy też jednak męczy nas jakaś pustka którą chcemy zapchać byle czym.
sobota, 3 marca 2012
Tylko czy aż człowiek?
Można często się spotkać z tłumaczeniem w stylu: "jestem tylko człowiekiem". Ale co to za tłumaczenie? Tak można by tłumaczyć jakieś zwierzę które napsociło: "to tylko kot". Przecież mamy rozum, wolną wolę, możemy rozeznawać co jest dobre co złe, potrafimy panować nad sobą i przede wszystkim mamy duszę tym różnimy się od zwierząt. Tak więc jesteśmy ponad nimi, czyli nie jesteśmy tylko ale aż ludźmi. Spójrzmy chociaż by na to w jak błahych sprawach upadamy. Gdy zwykła grypa dopadnie a my już padamy, narzekamy gdy inni ciągle cierpią, są bez nóg czy też rąk, skazani na ciągłą pomoc innych. Czy też gdy się z kimś pokłócimy lub ktoś nas skrzywdzi, popadamy w rozpacz jak gdy by świat nam się zawalił gdy ktoś obok nie ma gdzie mieszkać, nie ma co jeść.A gdy nam coś nie wyjdzie coś przeskrobiemy pada "jestem tylko człowiekiem". A co gdy by tak dla odmiany powiedzieć "jestem aż człowiekiem" przestać narzekać, i nie tłumaczyć się byle czym lecz naprawiać swoje błędy.
czwartek, 1 marca 2012
Im bardziej cywilizacja idzie do przodu, tym bardziej ludzkość się cofa.
Czy też czasami czujecie się jak roboty? Ten sam system, ten sam mechanizm. Każdy chyba zna: "bo tak wypada, a tak nie wypada". Jakże często nie zrobiliśmy czegoś bo, bo co? Bo nie wypada, bo w tym wieku to nie bardzo jest to widziane, bo może ktoś to źle zrozumieć i wiele innych. Czy nie czynimy się więźniami chorego systemu który sami wymyślamy? Prócz tego czy też nie wyglądamy jak roboty? Ile w nas jest człowieka? Pędzimy za tak zwanym "celem" -szkoła, praca, sklep i tak dalej, nie mając chwili przystanąć, porozmawiać ze znajomym, uśmiechnąć się do nie znajomej osoby, czy zagubionemu wskazać drogę do upragnionego adresu. Lekcja w szkolę, nagle dzwonek na przerwę i obserwujemy wśród uczniów nagłe poruszenie i gotowość do wyjścia z sali. Sklep, ktoś kogoś przepuścił w kolejce i tu też nagłe poruszenie nawet ludzi z kolejek obok. Kościół, koniec mszy, ledwo kapłan skończy, już ludzie robią sztorm na drzwi. Przychodnia, lekarz robi sobie przerwę, i tak mamy kolejne szersze oburzenie. Nie, nie wszyscy należą do tego chorego systemu, są jednostki, które nie idą za tak zwanym "stadem". Te jednostki dają mi nadzieję, iż istnieją jeszcze ludzie z krwi i kości. Moim zdaniem im bardziej cywilizacja idzie do przodu, tym bardziej ludzkość się cofa. Przecież na tym poziomie gdzie człowiek osiągnął tak wiele to relacje między ludzkie powinny być doskonałe. Niestety tak nie jest... A co z nami? Z Tobą, ze mną, czy my jesteśmy jak te roboty? Czy jednak jest w nas część ludzka?
poniedziałek, 27 lutego 2012
Egoizm
Bardzo lubię obserwować ludzi, potrafimy ciągle się zaskakiwać, czasami pozytywnie czasami negatywnie. Dziś w przychodni jedna z pań rejestrując do lekarza swoje dziecko, może ze 4 może 6 miesięcy ono miało zapytała jak wygląda kolejka, w odpowiedzi została poinformowana iż jako jest z tak małym dzieckiem wchodzi pierwsza jak tylko lekarz zacznie przyjmować. Zaraz zaczęło się szemranie i głupie obgadywanie nic nie winnej kobiety z dzieckiem. Zostało ono wywołane poprzez "dorosłą" kobietę, (ciężko jest nazwać kogoś dorosłym, gdy zachowuje się jak rozpieszczone dziecko) miała ona około 60 lat, i nie mogła przecierpieć tego iż przyszła pół godziny przed swym lekarzem, wyprzedziła pozostałych pacjentów do tegoż lekarza a tu nagle okazuję się iż poczeka z jakieś 6 minut dłużej, gdyż nie będzie przyjęta jako pierwsza. Druga sytuacja w tym samym pomieszczeniu - przychodnia. Wiadomo, iż do lekarza chodzą ludzie chorzy i ludzie zdrowi na tak zwane kontrole. Gdzie jak gdzie, ale w takich miejscach nie powinno się brać pod uwagę ani płci ani wieku lecz stan zdrowia. Tak więc sytuacja wyglądała tak, młoda dziewczyna, ledwo co mogąca złapać oddech, blada, z okropnym kaszlem, ogólnie wyglądało to bardzo nie dobrze, widać było, że się biedna bardzo męczy. Siedziała sobie spokojnie, czekając na swoją kolej a przed nią było jakieś 8 osób, gdy tu nagle pełna energii pani koło pięćdziesiątki staje za oparciem jej krzesła i daje uparcie do zrozumienia, że ona musi sobie usiąść właśnie na tym krześle, nie zwracała w ogóle uwagi na stan zdrowia tej młodej dziewczyny. Prawda, iż irytujące? I co gorsze nie było żadnej reakcji ze strony obserwatorów ( czyli także z mojej strony). Czemu? Może poprzez egoizm, my obserwatorzy dla spokoju, z powodu braku chęci wykrzesania z siebie trochę słów w obronie drugiego człowieka. Tamte pani, i ta z pierwszego i ta z drugiego przykładu, także wykazały się egoizmem. O ile piękniej by było gdybyśmy odstawili siebie a przyjęli pokorę i skromność...
niedziela, 26 lutego 2012
Nasza obecność
Noi mamy niedziele, a mnie aż coś wykręca na maksa. Od poniedziałku towarzyszyła mi gorączka która opuściła mnie dopiero w czwartek tym samym uniemożliwiając mi uczestniczenie we mszy w środę popielcową. Dziś inne objawy niedobrego choróbska nie pozwalają mi na pójście do kościoła. Nawet nie myślałam, że można tak bardzo tęsknić za mszą, za obrzędami wstępnymi, za liturgią słowa, za obrzędami zakończenia a najbardziej za liturgią eucharystyczną. I ten niesamowity czas po mszy, gdy kościół już pusty, a jednak nie jestem sama. W tedy nie istnieje coś takiego jak "czas", po prostu jesteśmy. Nie dawno stojąc w prezbiterium w celu pomocy zmiany obrusu na ołtarzu znów poczułam brak istnienia czasu, jak by się wszystko zatrzymało, a raczej jak by nic więcej nie było tylko ja i Bóg. Wpatrywałam się w tedy w tabernakulum, ale nie widziałam małej zamykającej się na klucz szafeczki, w sumie to tak jak by nawet wzrok nie istniał. Czułam tylko dziwny ale bardzo miły spokój, nie było w tedy nic więcej. A ja myślałam, że spokój to jest w tedy gdy porobię moje obowiązki, spocznę i posłucham muzyki, a to jednak nic w porównaniu do tego co w tedy tam czułam. I tak trwałam w tym spokoju, do momentu aż odebrano z moich rąk obrus. Te same uczucie towarzyszyło mi w Lisińcu, o wieczornej porze, w kaplicy gdzie księżyc śmiało rzucał swój blask na tabernakulum, pierw pytanie o Jego istnienie nie oczekując odpowiedzi, potem łzy i ten spokój który równie dobrze można by nazwać wolnością. Nie potrzebne są cuda, potrzebna jest obecność, nie ta potwierdzona spełnieniem jakieś prośby ale ta bliska, niosąca ze sobą spokój. A czy my jesteśmy obecni, tak prawdziwie obecni przy Bogu? Czy raczej nasza obecność polega na byciu ciała w danym miejscu przez określony czas? A czy może wymagamy obecności tylko od Boga od siebie nic nie dając?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







































