niedziela, 5 sierpnia 2012

Bóg się nami opiekuję

Są ludzie którzy potrafią tak po prostu sprawić, że pojawia się uśmiech. Niby zwykła rozmowa o kluczach a  radość tym wywołana duża. Ludzie, ludzie, ludzie cóż byś my czynili bez siebie nawzajem? Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni, aby to sobie dokuczać i pocieszać, aby być powodem łez spowodowanych śmiechem i aby ocierać te spowodowane smutkiem, aby przytulić gdy bywa źle i dać kopniaka gdy samowolnie upadamy. Dziś idąc na msze z nie małym dołkiem, nawet się nie spodziewałam, iż po mszy Bóg poprzez dwie osoby mnie tak zwyczajnie i tak bardzo pocieszy.
To w Jezusie właśnie widać najbardziej tą potrzebę Jego obecności. Nikt inny jak On mnie nie pociesza, nie rozśmiesza, nie przytula. On po prostu jest całym dobrem.
Bywa, że mnie Jezus denerwuje, ale nie ma dnia by moje myśli nie biegły ku Niemu.
Czasami mi się wydaje, że Mu na mnie nie zależy, a On po prostu nie jest nachalny. Mam głupią naturę, w pewnym sensie lubię nachalność, lubię wiedzieć, że komuś zależy. Ale Bóg mi mówi:
 nie, nie, tak to to nie będzie, a czy Tobie zależy na mnie? Ja ciągle jestem i czekam na Ciebie.
No właśnie, czy mi zależy? Kiedyś na kazaniu padły takie słowa:
są rzeczy ważne, ważniejsze i najważniejsze.
Dziś na kazaniu było o szczęściu, szczęściu wiecznym którym jest Jezus.
To właśnie On jest najważniejszy, a wszystko inne jest ważne lub ważniejsze ale nie najważniejsze.
Tak więc przepis na prawdziwą radość znamy. To czy wykorzystamy go w praktyce zależy tylko od nas.
Życzę każdemu doznania tej czystej, idealnej i ogromnej  miłości Bożej.

Dziękuję Ci Boże za Twą obecność, miłość, troskę kopniaki gdy samowolnie upadam i za ludzi których stawiasz na mej drodze.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz