Mimo, iż tyle dobra dzieje się wokół mnie ja wciąż nie potrafię wyjść z tego dołka który trwa już parę miesięcy. Tak, ten stan to moja wina, popełniłam wiele błędów i muszę się rozliczyć, ponieś konsekwencje. Czaszami się zastanawiam, czemu nie jestem jaki inni, którzy po prostu sobie żyją, i rzadko kiedy rozmyślają nad życiem, ludźmi, przestrzenią czasową i tym podobnym. Tyle nie dokończonych myśli, tyle nie spełnionych prostych pragnień, tyle marzeń odłożonych na zakurzoną półkę które nie dają zasnąć i tak wcześnie budzą. Gdzieś tam w środku jestem po prostu niezwykle słabym człowieczkiem, bojącym się wszystkiego, uciekającym od problemów, nieumiejącym prosić o pomoc i nie okazującym, że tak często i tak bardzo potrzebuję zwykłego przytulenia przez drugiego człowieka. Boje się tego kim jestem, ciągle udaje odwrotność siebie, kogoś odważnego, wyluzowanego, samodzielnego... Chce się zmienić porzucić maskę ale boje się, że założę nową i to gorszą. Gdyż przeszłości, pamięći, doświadczeń nie zmienię a to one budują mnie. Tak więc obłuda zaczyna się w nas gdy sami siebie oszukujemy i innych nie pokazując prawdziwych nas.
Patrząc na statystyki wejść, widzę, że czasami ktoś tu zagląda no mojego bloga. Proszę was gdy za jakiś czas to przeczytacie byście się podzielili tym jak to jest z wami. Czy też udajecie kogoś kim nie jesteście czy też mężnie i twardo stąpacie bez maski? Z góry bardzo dziękuje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz