poniedziałek, 19 marca 2012

Widzieć wiarę

Widzieliście kiedyś wiarę? Nigdy nawet nie pomyślałam, że można ją ujrzeć. Czymże ona jest? Jest cnotą, łaską, poznaniem. Czy można to widzieć? Tak, nie jest to łatwe w wytłumaczeniu ale można to widzieć. Wczoraj podczas wieczorowej pory ją ujrzałam. Gdzie? W drugim człowieku. Jest wielu ludzi którym zazdroszczę tej jakże silnej wiary, ale nigdy wcześniej jej nie widziałam, tylko wiedziałam, że oni ją mają. W ogóle nigdy nie pomyślałam, że można ją zobaczyć aż gdy ona tak po prostu, delikatnie i z wyczuciem się ukazała. To było coś niesamowitego, nie zbyt wiedziałam co się dzieję, na zewnątrz mnie było wszystko ok, ale to co działo się w środku, piorun za piorunem, bo jakże można opisać coś co po raz pierwszy doświadczamy, nigdy ale to nigdy nikt mi nie powiedział, że widział wiarę a nagle ona jest, ja ją widzę. To nie było tak, że znamy człowieka i wiemy, że ma mocną wiarę i my ją widzimy, nie, nie. Takie widzenie to nie widzenia, do odczucie. Widzieć tak na prawdę widzieć to coś pięknego. Tego człowieka dzięki któremu widziałam wiarę znam już jakiś czas, należy on także do ludzi którym zazdroszczę wiary, ale nigdy jej nie widziałam, tak prawdziwie nie widziałam aż do wczoraj. Może ten cały tekst się nie klei, nie jest łatwy do przeczytania i może się go nie przyjemnie czyta, lecz nie potrafię inaczej wyrazić tego co czuję. Coś się zmieniło, coś pękło, coś się umocniło. A pewnie słyszeliście często jak ktoś mówił o Duchu świętym. Ale jest różnica gdy się o Nim mówi bo mówi, a gdy mówi się o Nim z prawdziwą wiarą. Gdybyście słyszeli to i tak jak ja wczoraj, jest wielka szansa, że zrozumielibyście te literki które tu teraz sklejam w słowa na potrzebę tekstu. Skoro to jest tak niezwykłe to czemu wczoraj tego nie dałam na bloga? Nie, nie z powodu późnej pory, czy potrzeby snu, czy z innych tym podobnych powodów. Ale dla tego, że mam taką własną zasadę, że za nim coś podam komuś dalej, muszę uciszyć emocje, na spokojnie przemyśleć zaistniałą sytuacje i w ogóle. Szczerze to emocje ze mnie długo uchodzą i jeszcze nie uszły, ale wykorzystałam noc, poranek, przedpołudnie, południe i popołudnie na przemyślenia i wiem, wiem to bardzo dobrze, nic tak bardzo nie było mi potrzebne jak właśnie ujrzenie wiary mimo iż nawet nie odważyłam się prosić o to Boga, nawet nie odważyłam się o tym pomyśleć. Bóg, jedynie On wie najlepiej co jest dla nas najlepsze i najpotrzebniejsze w danym momencie. Moja radość mimo wielu trudności ciągle rośnie dzięki łasce Boga. To piękne, że ktoś tak wielki, obdarza tak ogromną miłością tak małego człowieczka jak ja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz