niedziela, 22 lipca 2012

Ciągle szaro

Miało być inaczej, lecz jest jak jest. Podobna jestem to boksera który sam się kładzie na deskach. Spoglądam w lustro i widzę Judasza. Idę na przód a jednak stoję w miejscu paprając się w grzechach. Zamykam oczy i są one, błędy najgorsze moje się na zamkniętych powiekach malują. Sumienie zakochane w sprawiedliwości, nie daje mi zasnąć, ani jeść, ani odpocząć. Wiem, moja wina, sama poszłam po te 30 srebrników, nie, nie tak wprost. Trochę to było nie świadome, lecz mimo wszystko wielokrotnie Boga zdradziłam. Tyle lekcji... a ja wciąż siedzę w ostatniej ławce i śpię, bez notatek, bez książek, bez wiedzy. Czy coś się w końcu zmieni? Czy ktoś w końcu zrzuci mnie w przepaść bym od dna się odbiła? Czy może zwyczajnie wstanę gdy podasz mi dłoń? A co z nim? Leży na pekinie, drugie wejście od prawej, za dwoma sercami  w lewo, na końcu dróżki po prawej. Czemu? Czy odpowiedź dostane? Czemu nie ja? Czemu on? Coś uparcie gaśnie, dym pozostaje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz