środa, 21 marca 2012

Nie pasuję

Trudny dzień, mimo dobrego spędzenia czasu z Żanetą i Olgą, spotkania paru znajomych i co środowego spaceru z Ewą. Lecz lekcja ciężka, jednak dalej nigdzie nie pasuję, ani tu ani tam. Dobrze, bardzo dobrze było by znaleźć swoje miejsce ale pytanie czy w ogóle takie miejsce dla mnie gdzieś istnieje? Czasami szukanie swego miejsca jest męczące, próba przystosowania się i wytrwałość w nadziei: "a może tu jest moje miejsce" po ludzku wykańcza. Czy to źle, że chce gdzieś pasować? A czy może krzywy puzzel nie ma prawa żyć we wspólnocie w której by pasował? Może kiedyś odnajdę odpowiedź. Ufam Bogu, tylko On wie co dla mnie dobre, niech Jego wola będzie.

wtorek, 20 marca 2012

Inny a jednak nie obcy

To jak podchodzimy do ludzi zależy tylko od tego jakie relacje między nami są, inne będzie nasze podejście do osoby na przykład pijanej, czołgającej się po chodniku, osoby której nie znamy. A inne podejście do osoby w tej samej sytuacji ale z różnicą taką, że tą osobę znamy, lubimy.Gdzie leży różnica? Może w tym iż nie znamy/znamy. Łatwo nam przychodzi oceniać ludzi, wydawać wyroki, a nawet je sprawować. Ale czy my jesteśmy bez skazy? Wiecie co mnie zachwyca w ludziach? To, że są jeszcze ludzie których pycha nie zjadła, a otwartość na kogoś nie znanego nie została zamknięta. Wiele razy zdarzyło się, że ktoś zupełnie obcy tak po prostu, zaczepił mnie, nie bo chciał pieniądze czy coś innego, ale by zwyczajnie porozmawiać. Bywały to różne rozmowy, wesołe, smutne, życiowe, pouczające, nie jednokrotnie monologi, mające swój byt po to by zostać przez kogoś wysłuchanym. Czy na pewno Ci ludzie są mi zupełni obcy? Ponoć człowiekowi nic co ludzkie nie jest obce, jak więc ktoś z "tej samej gliny" może być obcy?

poniedziałek, 19 marca 2012

Widzieć wiarę

Widzieliście kiedyś wiarę? Nigdy nawet nie pomyślałam, że można ją ujrzeć. Czymże ona jest? Jest cnotą, łaską, poznaniem. Czy można to widzieć? Tak, nie jest to łatwe w wytłumaczeniu ale można to widzieć. Wczoraj podczas wieczorowej pory ją ujrzałam. Gdzie? W drugim człowieku. Jest wielu ludzi którym zazdroszczę tej jakże silnej wiary, ale nigdy wcześniej jej nie widziałam, tylko wiedziałam, że oni ją mają. W ogóle nigdy nie pomyślałam, że można ją zobaczyć aż gdy ona tak po prostu, delikatnie i z wyczuciem się ukazała. To było coś niesamowitego, nie zbyt wiedziałam co się dzieję, na zewnątrz mnie było wszystko ok, ale to co działo się w środku, piorun za piorunem, bo jakże można opisać coś co po raz pierwszy doświadczamy, nigdy ale to nigdy nikt mi nie powiedział, że widział wiarę a nagle ona jest, ja ją widzę. To nie było tak, że znamy człowieka i wiemy, że ma mocną wiarę i my ją widzimy, nie, nie. Takie widzenie to nie widzenia, do odczucie. Widzieć tak na prawdę widzieć to coś pięknego. Tego człowieka dzięki któremu widziałam wiarę znam już jakiś czas, należy on także do ludzi którym zazdroszczę wiary, ale nigdy jej nie widziałam, tak prawdziwie nie widziałam aż do wczoraj. Może ten cały tekst się nie klei, nie jest łatwy do przeczytania i może się go nie przyjemnie czyta, lecz nie potrafię inaczej wyrazić tego co czuję. Coś się zmieniło, coś pękło, coś się umocniło. A pewnie słyszeliście często jak ktoś mówił o Duchu świętym. Ale jest różnica gdy się o Nim mówi bo mówi, a gdy mówi się o Nim z prawdziwą wiarą. Gdybyście słyszeli to i tak jak ja wczoraj, jest wielka szansa, że zrozumielibyście te literki które tu teraz sklejam w słowa na potrzebę tekstu. Skoro to jest tak niezwykłe to czemu wczoraj tego nie dałam na bloga? Nie, nie z powodu późnej pory, czy potrzeby snu, czy z innych tym podobnych powodów. Ale dla tego, że mam taką własną zasadę, że za nim coś podam komuś dalej, muszę uciszyć emocje, na spokojnie przemyśleć zaistniałą sytuacje i w ogóle. Szczerze to emocje ze mnie długo uchodzą i jeszcze nie uszły, ale wykorzystałam noc, poranek, przedpołudnie, południe i popołudnie na przemyślenia i wiem, wiem to bardzo dobrze, nic tak bardzo nie było mi potrzebne jak właśnie ujrzenie wiary mimo iż nawet nie odważyłam się prosić o to Boga, nawet nie odważyłam się o tym pomyśleć. Bóg, jedynie On wie najlepiej co jest dla nas najlepsze i najpotrzebniejsze w danym momencie. Moja radość mimo wielu trudności ciągle rośnie dzięki łasce Boga. To piękne, że ktoś tak wielki, obdarza tak ogromną miłością tak małego człowieczka jak ja.

niedziela, 18 marca 2012

Konsekwencje

Można gonić za marzeniami, ścigać upragnioną wolność, nieustannie ugaszać pragnienia ale co z tego nam przyjdzie? Czy na pewno gonitwa jest dla nas najlepsza? Zauważyłam to nie jednokrotnie na sobie, iż gdy się śpieszę, gonie za czymś, to często zapominam o tym co ważne. Czasami gdy się rozpędzimy, ciężko jest nam zauważyć jak bardzo zaniedbaliśmy te największe wartości. Nie chcemy się zatrzymać, naprawić, ponieś konsekwencje a one tak czy siak nastąpią. Czasami nachodzi mnie chęć mienia możliwości cofnięcia czasu lecz potem zmieniam zdanie, bo co jeżeli tylko pogorszę coś jeszcze bardziej, może i wiem co źle zrobiłam ale czy zawsze wiem co powinno być dobre? No raczej nie. Lepiej zamiast rozmyślać nad cofaniem czasu to zabrać się za budowanie lepszej przyszłości. I co oczywiste ale także trudne, trzeba ponieś konsekwencje. To one uczą nas pokory, wzbogacają doświadczenie i nakłaniają ku mądrości. Bo gdy nie będziemy ich ponosić, uczyć się na błędach to nasze życie będzie jak czarne domino, gdzie ciągle jeden problem pociąga za sobą drugi.

piątek, 16 marca 2012

Kochać

Dzisiejsza lekcja? Prosta, banalna. Kochaj, po prostu kochaj tych i to co Ci bliskie, nie bój się tego robić. Bóg jest miłością, bez miłości nie ma nic. Żyjemy w dziwnych czasach, w czasach gdzie coś nienormalnego uchodzi na normalność, a normalność za nienormalność. Teraz powiedzenie komuś, że się kogoś kocha jest pojmowane jednoznacznie. W tym chorym świecie te słowa możesz powiedzieć do rodziców, dziadków, dzieci, wnucząt lub do partnera z którym tworzysz związek. A co z ludźmi mi bliskimi nie należącymi do rodziny ani których nie kocham w ten sposób by tworzyć z nimi związek? Lubię Cię? Lubie to ja pomarańcze. Lubię Cię bardzo? Lubię bardzo to banany. Czy nie jest jasno powiedziane, że mamy się miłować? A czym jest miłowanie czy nie darzeniem kogoś miłością?

środa, 14 marca 2012

Któż to ja?

Dziś kolejny raz był ten czas zamyślenia się nad własną osobą, nad tym kim jestem. Szczerze powiedziawszy bardzo nie lubię tego pytania, niby proste a jednak niewygodne. Można by po prostu powiedzieć iż jestem dzieckiem Bożym, ale czy ta odpowiedź, te proste rozumowanie nam wystarcza? Idźmy więc dalej, tymże rozumowaniem. Jeśli jestem dzieckiem Bożym, tak więc powinnam podążać za Jezusem "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje" (Mt 16,24). Mamy się zaprzeć samych siebie, czyli kogo mamy się zaprzeć? Tu się zamyka kółeczko, nie tędy droga. Chciałabym w pełni nieść swój krzyż, ale jest to nie możliwe tylko przeze mnie. Nie znam siebie, nie znam własnych słabości, a to przecież z nich wyrasta siła aby je nieś. Może to ten strach w zajrzenie w głąb siebie i ujrzenia tego co we mnie siedzi, to tak mnie przeraża iż wole to zostawić, założyć maskę i grać słabą rolę nikogo, bo kimże może być ktoś kogo nie ma? Łatwiej jest grać kogoś innego i ze strony własnej gdyż nawet może człowiek samego siebie oszukać i tkwić w wyobrażeniu, że jest ok, jak i ze strony innych ludzi, gdyż oni także oszukani myślą, że wszystko gra. Jedyną dobrą stroną jest to iż nikt nie zadaje pytań tylko po to by zaspokoić ciekawość ani nikt się nie martwi. Ale jest ktoś kogo nie oszukasz. Bóg zna nas najlepiej, bardziej się nie da. Co dziwne kocha nas z naszymi słabościami. Jeżeli On mnie kocha mimo tego co we mnie złego siedzi, to czemu ciągle gram? Czy ze względu na ludzi? Może trochę tak, ale raczej powód jest tam gdzie jest problem, we mnie. Moja ufność jest ogromnie mała, strach przed zajrzeniem w siebie wielgaśny. Może kiedyś uda mi się tego dokonać, może uda mi się przezwyciężyć lęk, wziąć poszarpane serce i z ufnością oddać lekarzowi, gdyż Chrystus wie najlepiej gdzie boli i jak wyleczyć. Chyba nie ma innej drogi do poznania siebie jak nie przez pomoc Boga.
Chce jeszcze poruszyć kwestie wiary, zaczynając od nawrócenia się. Co oznacza to owe nawrócenie się, nie, nie oznacza ono nagłą świętość i życie całkowicie bez grzechu. Oznacza ono zmianę myślenia, przyjęcie jakiegoś systemu wartości, zasad i dopiero owa zmiana myślenia ma nas prowadzić do świętości. Czasami upadek człowieka, niepowodzenie, czy też cierpienie powoduje iż człowiek stwierdza iż stracił wiarę. Ja też tak miałam. A tak serrio to po prostu gniewałam się na Boga, miałam żal, wolałam wmówić sobie iż nie wierze bo tak było by łatwiej. Mimo wielu prób, mimo wielu cierpień moja wiara ciągle się umacnia dzięki łasce Bożej. Mimo, że ją mam to i tak ciągle jej szukam. Ją trzeba ciągle na nowo okrywać. Może w różnych przypadkach było by mi łatwiej gdy bym umiała przyjąć dar od Boga. Lecz ja czy o jakiś dar proszę czy nie, tak czy siak dostaje go od kochającego Ojca. Ale cóż mi z tego jak go przyjąć nie potrafię? Pojawia się pytane, czemu nie potrafię? Bo? Bo co? No właśnie, znów próbuję sama, bez niczyjej pomocy, a gdzie pokora? Jak widzimy ciągle Bóg czuwa i nas uczy. Jesteśmy za słabi by działać w pojedynkę, ale wystarczy poprosić Boga a już nie będziemy sami, będzie nas czworo.

Przepraszam za błędy jakie kto odnajdzie. Czasami walka ze snem ma swoje ofiary ;)

środa, 7 marca 2012

Raz dokładnie a smug poprawiać nie będziesz

Dziś gdy tak wiosna bardziej mnie utwierdziła w tym, że nadchodzi tak na serrio, padł pomysł by umyć okna. A jak wiadomo od pomysłu do realizacji mały kroczek.Tak więc gdy tak myłam i myłam, stwierdziłam iż po prostu zwyczajnie to zrobię bez specjalnego wysiłku, bez używania "bez smugowych technik". Lecz jednak jak się okazało, smugi były, i to ogromne, dość, że musiałam dwa razy wykonywać tą samą prace to jeszcze więcej czasu straciłam niż gdy bym zrobiła to "techniką bez smugową". Popełniam ten błąd często, idę na łatwiznę, często tym samym zawalając jakieś sprawy, czasami dzięki Bogu, mogę wrócić do tych spraw i załatwić je tak jak się powinno. Lecz co z tymi sprawami które spaprałam i nie dane mi było ich naprawić? Zostaje smuga ciągnąca się za mną przypominająca mi iż nie warto iść po najniższej linii oporu. Warto pamiętać iż warto zawsze włożyć w to co się robi więcej czasu i siły niż poprawiać, naprawiać czy też żyć ze smugą.

poniedziałek, 5 marca 2012

Wolność a Prawdziwa Wolność

Mimo iż dzień zaczął się przed piątą rano i od początku był zabiegany, to znalazło się wieczorem jakieś 8 miłych minutek w bardzo dobrym towarzystwie. To właśnie to bardzo dobre towarzystwo przypomniało mi czym jest tak na prawdę Prawdziwa Wolność. Gdy sobie zażartowałam, iż w niedziele o ósmej będę mówić kazanie i zapytałam na jaki temat chcą by było, w tym samym czasie odpowiedzieli jeden mówiąc, że o Bogu a drugi, że o wolności. Zaraz, zaraz przecież to jedno i to samo ale inaczej nazwane. No właśnie, czym jest wolność? Szczerze powiedziawszy myśląc o wolności pierwsze skojarzenie pada na orła, gdyż on jest taki bez ograniczeń, niebo należy do niego. A z orłem kojarzy mi się fragment ze Starego Testamentu:"lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą." Tak właśnie teraz rozumiem wolność, poprzez brak zmęczenia, braku odczucia znużenia i z otrzymanymi skrzydłami. Często błędnie bardzo po ludzku myślimy, nasuwa się pytanie jak to można nie zmęczyć ciała? No właśnie, ciała!!! Czy to ono jest w nas najważniejsze? Nie, nie, nie to dusza jest najważniejsza i to ona dzięki ufności Panu żyje w Wolności którą jest Bóg. Przykład chociażby św. Pawła. To on w  liście do Efezjan piszę:" ja, Pawełwięzień Chrystusa Jezusa.", on się chlubi, iż jest dobrowolnym więźniem słodkiej Miłości w której jest wolność. On mimo wielu ogromnych trudności, jest jak orzeł, latał wysoko ponad przeciwnościami, biegł bez zmęczenia nauczając i nawracając, bez znużenia szedł w nieznane. Kiedyś słyszałam historię o zakonnicy która pomagała w szpitalu, pielęgniarki proponowały jej różne rzeczy, lecz ona odmawiała, a one zawsze  w tedy mówiły: "czemu wybrałaś tą drogę? Spójrz ile drzwi przed Tobą jest zamkniętych, tracisz wolność." Lecz pewnego dnia zdarzyło się, że do tego szpitala trafił człowiek o łatwo zakaźnej chorobie, i wszystkie pielęgniarki bały się udzielić mu pomocy , bały się zarażenia. Tylko ta właśnie zakonnica bez zastanowienia podeszła do ów chorego, po czym powiedziała do pielęgniarek: "Ja nie straciłam wolności, a w niej właśnie żyje. Spójrzcie jakie drzwi same sobie zamykacie." Piękna opowieść. Wolność to nie jest to gdy robimy to na co mamy ochotę i mamy wiele drogich rzeczy. Wolność jest w tedy gdy dążymy do tego by nasza wola była taka jak wola Boga. Gdy pokładamy ufność w Panu, w tedy nie mają znaczenia doświadczone cierpienia, obelgi, smutek i tym podobne gdyż w Bogu jest radość, siła, piękno a przede wszystkim wolność. Nie potrafię tego wyrazić, ale to jest to czego człowiek pragnie. Bo ta wolność typowo ludzka jest ograniczana, czy to prawem, czy to przestrzenią czy też możliwościami ludzkimi. A w Bogu? Nie ma ograniczeń dla tego kto ufa. Bo patrząc z boku, można by rzec iż ograniczają przykazania czy też jeszcze coś, ale dla osoby wierzącej to nie są ograniczenia lecz pomoc w dążeniu do pełni radości. Skąd się bierze dążenie do tejże wolności? Spójrzmy może na apostołów, gdy by byli spełnieni, gdy by uważali się za wolnych, np. św. Piotr który był rybakiem, znał wody bardzo dobrze, mógł w tym widzieć wolność jednak poszedł za Chrystusem, gdyż nie był spełniony, czuł, że czegoś mu brakuję, tak jak często wielu ludziom czegoś brakuję, czują dziwną pustkę. A to po prostu tęsknota duszy za Panem, za wolnością. Warto się zastanowić czy żyjemy w wolności duszy, czy też jednak męczy nas jakaś pustka którą chcemy zapchać byle czym.

sobota, 3 marca 2012

Tylko czy aż człowiek?

Można często się spotkać z tłumaczeniem w stylu: "jestem tylko człowiekiem". Ale co to za tłumaczenie? Tak można by tłumaczyć jakieś zwierzę które napsociło: "to tylko kot". Przecież mamy rozum, wolną wolę, możemy rozeznawać co jest dobre co złe, potrafimy panować nad sobą i przede wszystkim mamy duszę tym różnimy się od zwierząt. Tak więc jesteśmy ponad nimi, czyli nie jesteśmy tylko ale aż ludźmi. Spójrzmy chociaż by na to w jak błahych sprawach upadamy. Gdy zwykła grypa dopadnie a my już padamy, narzekamy gdy inni ciągle cierpią, są bez nóg czy też rąk, skazani na ciągłą pomoc innych. Czy też gdy się z kimś pokłócimy lub ktoś nas skrzywdzi, popadamy w rozpacz jak gdy by świat nam się zawalił gdy ktoś obok nie ma gdzie mieszkać, nie ma co jeść.A gdy nam coś nie wyjdzie coś przeskrobiemy pada "jestem tylko człowiekiem". A co gdy by tak dla odmiany powiedzieć "jestem aż człowiekiem" przestać narzekać, i nie tłumaczyć się byle czym lecz naprawiać swoje błędy.

czwartek, 1 marca 2012

Im bardziej cywilizacja idzie do przodu, tym bardziej ludzkość się cofa.

Czy też czasami czujecie się jak roboty? Ten sam system, ten sam mechanizm. Każdy chyba zna: "bo tak wypada, a tak nie wypada". Jakże często nie zrobiliśmy czegoś bo, bo co? Bo nie wypada, bo w tym wieku to nie bardzo jest to widziane, bo może ktoś to źle zrozumieć i wiele innych. Czy nie czynimy się więźniami chorego systemu który sami wymyślamy? Prócz tego czy też nie wyglądamy jak roboty? Ile w nas jest człowieka? Pędzimy za tak zwanym "celem" -szkoła, praca, sklep i tak dalej, nie mając chwili przystanąć, porozmawiać ze znajomym, uśmiechnąć się do nie znajomej osoby, czy zagubionemu wskazać drogę do upragnionego adresu. Lekcja w szkolę, nagle dzwonek na przerwę i obserwujemy wśród uczniów nagłe poruszenie i gotowość do wyjścia z sali.  Sklep, ktoś kogoś przepuścił w kolejce i tu też nagłe poruszenie nawet ludzi z kolejek obok. Kościół, koniec mszy, ledwo kapłan skończy, już ludzie robią sztorm na drzwi. Przychodnia, lekarz robi sobie przerwę, i tak mamy kolejne szersze oburzenie. Nie, nie wszyscy należą do tego chorego systemu, są jednostki, które nie idą za tak zwanym "stadem". Te jednostki dają mi nadzieję, iż istnieją jeszcze ludzie z krwi i kości. Moim zdaniem im bardziej cywilizacja idzie do przodu, tym bardziej ludzkość się cofa. Przecież na tym poziomie gdzie człowiek osiągnął tak wiele to relacje między ludzkie powinny być doskonałe. Niestety tak nie jest... A co z nami? Z Tobą, ze mną, czy my jesteśmy jak te roboty? Czy jednak jest w nas część ludzka?